"Nie mógł się odpędzić od myśli, że być może samotność została mu przeznaczona. Ludzie przychodzili do niego i wkrótce odchodzili. Chyba czegoś w nim szukali, lecz nie znajdywali - a może to, co znajdywali, im się nie podobało - więc rezygnowali (albo doznawali rozczarowania, wpadali w gniew) i opuszczali go. Pewnego dnia nagle znikali. Bez wyjaśnienia, bez zwykłego pożegnania. Jakbym ostrym, bezszelestnym mieczem przecinali więzy, w których jeszcze krążyła gorąca krew, w których jeszcze wyczuć można było cichy puls.
Musi być we mnie coś istotnego, co ludzi rozczarowuje. “Bezbarwny Tsukuru Tazaki”, powiedział na głos. W sumie nie mam w sobie nic, co mógłbym innym ofiarować. A raczej może nie mam nic, co mógłbym ofiarować sobie samemu?"
"Nie bardzo umiem wyrazić to, co bym chciała. Ostatnio ciągle tak jest. Naprawdę nie umiem się wyrazić. Próbuję coś powiedzieć, ale przychodzą mi do głowy same nieodpowiednie słowa. Czasami nieodpowiednie, a czasami zupełnie przeciwne od tych, które mam na myśli. A kiedy próbuję je poprawić, robi mi się w głowie jeszcze większy zamęt i jest coraz gorzej. I nie wiem już, co chciałam na początku powiedzieć."
"Kiedy osiąga się pewien wiek, życie staje się jedynie procesem ciągłego tracenia rzeczy. Ważne rzeczy wyślizgują się panu jedna po drugiej z rąk i wypadają, jak zęby wyłamane z grzebienia. Zamiast tego dostają się panu jedynie bezwartościowe imitacje. Topnieją możliwości fizyczne, nadzieje, marzenia i ideały, pewność i sens. Kochane osoby jedna po drugiej odchodzą od pana i znikają. Żegnają się i odchodzą albo pewnego dnia bez uprzedzenia po prostu rozpływają się w powietrzu."